poniedziałek, 20 listopada 2017

Czternascie lat...

...to naprawde czasu szmat. Tyle lat ma moje dziecko dzisiaj, a zaczynalam tutaj postem o jej wystekanej kupie. Potem o mleku, podrozach, chorobach, wzroscie, wadze, moich dietach, wkurwach, awansach i placzu oraz smiechu.

A od czterech lat cisza. Nie wazne dlaczego, wazne, ze postanowilam wrocic...

sobota, 20 grudnia 2014

Cieplych

W cholere z tym sniegiem. Niech bedzie cieplo I slonecznie. Wyjatkowo. Inaczej. Z tęcza przepiekna I do Siego Roku.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Szukając wiosny


Szukałyśmy dziś z dzieckiem kwiatów nerkowca...

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

a w domu starców takie się dzieją rzeczy...

Za moją naprawdę ciężką porażkę zawodową uważam dołączenie do personelu domu starców. Nie, żebym żałowała wyboru w sensie robienia tego, co robię. Żałuję, że moje nowe doświadczenie rozpoczęło sie właśnie tam.
Chyba najbardziej boli mnie dyskryminacja pod względem pochodzenia etnicznego. Naiwnie bowiem miałam nadzieję, że pracowitość, podejście do pacjentów oraz wkładane w to wszystko serce zostanie docenione. Nie. Po siedmiu miesiącach czystej żywej harówki po 12 i pół godziny kontrakt otrzymała Angielka, którą przyjęto do pracy tego samego dnia, co mnie. Rzeczona pani na powiedzmy 15 dyżurów w miesiącu siedem razy dzwoni, że nie przyjdzie, bo źle się czuje i to nie jest żart!
Polki mają opinię świetnych roboli, ale niekoniecznie należy je szanować. Ponadto Angielki są bardzo podłe, potrafią podłożyć taką przysłowiową świnię, że zapiera dech. Za przykład mogę podać moją jedyną absencje na nocnej zmianie, bo nie miałam gdzie zostawić dziecka. Dyżur zaczyna się o godzinie 20.00, a ja zadzwoniłam o 17.00, że nie dam rady. Jestem personelem na tak zwanym BANK, czyli dochodząca i w każdej chwili mogę odmówić przyjścia na dyżur, ale nie robie tego bez poważnego powodu. Pielęgniarka, która odebrała ode mnie telefon powiedziała mojej szefowej, że to już mój piąty raz, kiedy dzwonię w ostatniej chwili. I tylko dzięki lojalności innej Polki sie o tym dowiedziałam... Poprosiłam o rozmowę z szefową i sprawa się wyjaśniła, ale zadra w sercu została.
W minioną sobotę otrzymałam dramatyczną informację, że następnego dnia są jedynie trzy opiekunki do 40 rezydentów. Zrobiło mi się szkoda koleżanek oraz pacjentów, którzy po prostu nie dostaliby śniadania na czas. Trzeba było pojechać z dzieckiem na 6.00 rano i pomóc dziewczynom podnieść z łóżek naszych podopiecznych.
- O, widzę, że córkę przywiozłaś. To dawaj ją do roboty, są dwie ręcę, jest sztuka? - ironizowała koleżanka. Nawiasem, Miśce bardzo się podobało tych kilka godzin między dziadkami. Oraz wszyscy dziwili mi się, że zerwałam dziecko w niedzielę tak skoro świt. Tylko nikt nie wie, że to dziecko wstawało ze mną o 3.45 nad ranem, gdy pracowałam w kurskiej fabryce. Takie są uroki bycia samotną matką.
Kiedy podnosiłam dziadków, koleżanka, z którą pracowałam w teamie powiedziała mi:
- kiedyś lubiłam tę pracę. Naprawdę. Dyżury były krótsze, więcej personelu i mieliśmy czas, by tych ludzi czymś zająć, pośmiać się, pożartować. Teraz to jest zwykła gonitwa z czasem, coraz więcej głebokiej demnecji, pacjentów do karmienia, agresywnych, a zero rąk do pracy. Czterech opiekunów na taką rzeszę pacjentów, to jest naprawdę farsa.
I to jest święta prawda! Ile trzeba mieć cierpliwości do starszych ludzi wie tylko ten, kto pobył z nimi dłużej, niż na przysłowiowej herbatce. Są tacy, którzy nas biją, drapią i gryzą. Bez powodu, wierzcie mi.Najczęściej są to rezydenci, którzy nie pogodzili się z faktem, że rodzina ich oddała. Mary, jest jedną z takich, której wszyscy sie boją. Jest silna i podstępna. Kiedy wchodzę do niej rano, nachylam się nad nią i mówię, że teraz będę ja myła, ubierała, to słucha ze zrozumieniem, a za chwile mnie gryzie. Oraz okropnie krzyczy, płacze... Ale są i tacy, którzy z bananem na misce wyciągają ręce na mój widok i to dodaje siły.
Wracając do tej niedzieli, kiedy wpadłam na kilka godzin. Jedna z Angielek mnie ujrzawszy uknuła plan "złegosamopoczucia" i ona będzie się zwalniać! Toteż pielęgniarka bez skrupułów zapytała mnie, czy mogę zostać do końca dnia. Wiedząc, że jestem z dzieckiem...
-Nie, nie mogę. Poza tym w tej instytucji do łatania dziur personalnych jestem dość dobra, tylko do kontraktu nie.
Moj grafik na następne dni wygląda tak:
dwie nocki, jeden dzien wolnego (tego,kiedy schodzę z nocki), dwie nocki, jeden dzien wolnego i znow dwie nocki... Przecież to nawet nie jest legalne.
Branża geriatryczna to cięzki kawałek chleba, za najniższą krajową. I choćbym strasznie chciała mieć to poczucie niesienia pomocy, otaczania tych ludzi opieką, to system to spierdoli!